DANIEL ZAREWICZ

Daniel Zarewicz ur. 15 czerwca 1977 w Warszawie

Wyznawca mądrości starogreckich mędrców i chasydzkich cadyków, łączący ironię z tęsknotą, zwątpienie z pobożnością, pychę z pokorą.Na dorobek Daniela Zarewicza składa się wiele realizacji pozornie tylko niemających bezpośredniego związku z samym procesem tworzenia obrazów. W jego przypadku poszukiwanie artystycznej tożsamości trwało nieco dłużej niż zakłada się to w tradycyjnym schemacie lokalnego systemu edukacji. Wieloletnie poszukiwania charakterystycznego dla siebie idiomu w sztuce wizualnej artysta łączył ze studiami w zakresie języków klasycznych, filozofii i antropologii starożytnych Greków. Nietrudno domyślić się, że taka mieszanka musiała przynieść efekty odróżniające jego twórczość od tendencji i trendów jego pokolenia. Jak bowiem połączyć umiłowanie tajemnic świata antycznego, pasję poznawania ezoteryki, mitologii i religii, co ze swojej natury wymaga niekończących się umysłowych analiz, z procesem syntezowania myśli, doświadczeń i uczuć, jakim jest powstawanie dzieła artystycznego? Jak się okazuje to właśnie sam czas długotrwałej pracy, nauki i poszukiwań twórczych niejako stworzył miejsce na koegzystencję obu dziedzin, które dzięki temu nie tylko się nie wykluczają, ale stanowią samonapędzającą się diadę – coś w rodzaju coincidentia oppositorum.

Paradoksalność, jak mówi D.Z., jest istotą każdego tworzenia i właśnie z tych paradoksów i sprzeczności można przy dostatecznym pragnieniu serca i determinacji woli tworzyć niejako bezstratnie głową, sercem i rękami. Twórczością było bowiem w przypadku Zarewicza dokonanie pierwszego polskiego tłumaczenia Hymnów Orfickich w 2003 r., co znalazło uznanie u samego prof. Wiesława Juszczaka, czy napisanie książki o przywoływaniu bogów w starożytnej Grecji (2017), której wspomniany Wiesław Juszczak był entuzjastycznym recenzentem. Efektem jej napisania był doktorat obroniony na Uniwersytecie Warszawskim. Do grona przyjaciół i stałych rozmówców Daniela Zarewicza należą prof. Włodzimierz Lengauer, prof. Zbigniew Mikołejko i Jerzy Prokopiuk, z którego rekomendacji artysta od 2017 r. przewodniczy klubowi Gnosis. W przeszłości współpracował zarówno z nieistniejącym już dzisiaj teatrem Academia (2002-2006) jak i  prof. Grzegorzem Kowalskim, który w 2005 r. po akcji Zarewicza w pracowni rzeźby, na okoliczność jednego z profesorskich zadań, zapisał wymowne pytanie w notatniku, czy aby formuła tegoż zadania się już nie wyczerpała?

Tak jak podważanie istniejącego porządku świata leży w domenie starożytnych i współczesnych myślicieli, tak owa paradoksalna dążność Zarewicza do połączenia tego, czego w dobie bezdusznej specjalizacji łączyć nie wypada, przyniosło wymierne efekty. Najlepszym opisem jego stosunku do życia, a tym samym do procesu twórczego, jest stwierdzenie japońskiego mistrza Zen Daisetz Teitaro Suzuki głoszące, że „osiągniecie pełni wymaga posłużenia się całością”.

Daniel Zarewicz odkrywa kolaż jako totalny środek swojego wyrazu artystycznego, w wyniku czego powstają serie prac – archetypów, obrazów, symboli – emanujących głębią, nieokreślonością i tajemniczą energią. Artysta syntezuje obiekt do najprostszej formy, po czym dodaje coś od siebie, a tym czymś jest właśnie „wydestylowana” w procesie twórczym esencja doświadczeń, jakie składają się na jego osobowość. Można powiedzieć, że to redukowanie obiektu do jego podstawowej formy, a na następnie nadawanie mu cech osobistych jest twórczym stwarzaniem go na nowo w czystej, pozbawionej estetycznego smutku formie. Komponowanie kolaży jawi się w twórczości Zarewicza jak kabalistyczne permutacje wzorów, kształtów, kolorów, stwarzające nową rzeczywistość niejako „na żywca”, bo gołymi rękami uzbrojonymi w nożyczki. Nie jest to jednak buchalteria symboli, ale raczej odkrywanie prafenomenów obiektów i pojęć,  których żywotność i świeżość jest niepokojąco zaskakująca.  Obrazy kreowane przez Zarewicza są Gnozą – wiedza radosną o pięknie zaklętym w otaczających nas formach istnienia.  Niech nie zmyli nas jednak słowo obiekt. Zarewicz wycina i komponuje na nowo nie tylko to, co materialne, naoczne, dotykalne. Syntezuje i objawia uczucia, nastroje, stany skupienia, wątpliwości i ekstazy, odkrywając i odsłaniając niczym w antycznych misteriach to, co jedynie pozornie pozostaje niewidoczne, niezmienne i nieokreślone. Pokazuje, że w codzienności bergsonowski Élan vitaljest faktem, trzeba go tylko dostrzec, uchwycić i postawić przed oczami. Tym samym jego kolaże jawią się już na pierwszy rzut oka niczym graficzne koany, na których życie całej  swej przypadkowości i ulotności złapane jest niejako w jego toku. Sztuka to dla Zarewicza rewelatorka wiedzy o zmienności, barwności i radości otaczającego nas świata, tego widzialnego i tego niewidzialnego, tu i teraz, dla której poznania warto jest podejmować się trudów długich artystyczno-duchowych poszukiwań.

prof. Tadeusz Kobierzycki o kolażach:

Daniel Zarewicz – pisze o sobie – “Wyznawca mądrości starogreckich mędrców i chasydzkich cadyków, łączący ironię z tęsknotą, zwątpienie z pobożnością, pychę z pokorą”.Czy ktoś „normalny” statystycznie umiałby sensownie połączyć lingwistykęi mistykę, erotykę i fizykę malarstwa?

W przeszłości współpracował  z nieistniejącym już dzisiaj teatrem Academia (2002-2006) i  prof. Grzegorzem Kowalskim, który w 2005 r. po akcji Zarewicza w pracowni rzeźby, na okoliczność jednego z profesorskich zadań, zapisał pytanie w notatniku, czy aby formuła tegoż zadania się już nie wyczerpała?

Daniel Zarewicz  traktuje kolaż jako ważny środek swojego wyrazu artystycznego, świadczą o tym serie jego prac – archetypów, obrazów, symboli – emanujących sublimatami kształtów i barw. Mają one formę obiektów  „wydestylowanych” , obsesyjnych, totalizujących, niespokojnych. Stwarzają one wrażenie przymusowej kanonicznej,  a nawet katatonicznej stabilności. Komponowanie kolorowych, geometrycznie kolaży można potraktować  tak,  jak sam o tym pisze – jako  „kabalistyczne permutacje wzorów, kształtów, kolorów, stwarzające nową rzeczywistość niejako „na żywca”, gołymi rękami uzbrojonymi w nożyczki”.

Obrazy cyfrowane przez Zarewicza są jego prywatną  Gnozą – papierową, kamienną, płócienną, ołówkową kredkową, sproszkowną i uwodnioną, w której  zaklina i uwalnia swoje Ja, przedstawiając kolejne jego obrazy.  Jest to rodzaj prywatnej psychoanalizy, która uwalnia jego rejony świetliste. I zamyka , neutralizuje i rozpuszcza, to co , zostało zintegrowane w  egzystencjalnej sferze Cienia.  Jednak trudno mówić o sztuce i twórczości nie pytając o erotykę ? Chyba, że jest ona wyrazem melancholii, depresji  lub nekrofilii. Ale tu tak  nie jest. Widać w tych obrazach gwieździste niebo przeniesione z perspektywy „nad -ja” ,  Immanuela Kanta do perspektywy „przed – ja,”, D. Zarewicza, który wizualizuje estetykę własnego „ja”, zakodowaną w przestrzeni  własnego ciała.

Obrazy Zarewicza emanują  światłami erotyki estetycznej, zintektualizowanej i  geometrycznej, a więc nieco zaprzeczonej i może delikatnie perwersyjnej. To jest skrywany drive jego twórczości, która najpierw zdumiewa, a po krótkim czasie uwalnia ciało patrzącego na nie, z tego zaskakującego przeżycia. Jako malarz, artysta, twórca pokazuje on, że jego egzystencjalny  Élan vital  odkryty kiedyś przez  Henryka Bergsona jest  także energią badaną dziś  przez Zarewicza. Można mieć wrażenie, że swoje gwiezdne grafotypy kolaże , traktuje jako wizualne  koany, kody wpisane w  serie kolorystycznych wariacji, kontrolowanych przez geometryczne formy.

Dr  Daniel Zarewicz jest przecież, autorem  pierwszego polskiego tłumaczenia Hymnów Orfickich w 2003 r., autorem  książki o przywoływaniu bogów w starożytnej Grecji (2017),  z czego powstał na Uniwersytecie Warszawskim, otwierający nowe perspektywy interpretacyjne doktorat, którego  życzliwym promotorem był prof. Włodzimierz Lengauer, a jednym z niezwykłych recenzentów prof. Wiesław Juszczak.  Kreatywne umiejętności, emocjonalny wigor i poznawczy talent, spowodowały, że jeden z najwybitniejszych polskich intelektualistów i tłumacz dzieł  niemieckich Jerzy Prokopiuk, przekazał mu w roku 2018,  przewodniczenie założonego przez siebie Klubu Gnosis.

Od tej pory Dr Daniel Zarewicz, idzie wieloma ścieżkami, realizując grecki koan i kanon – Gnothi Seauton – zafascynowany  i fascynujący innych swoimi obrazami  Sztuki, Nauki i Miłości. To wszystko skłania do powtórzenia w nowej formie pytania, które kiedyś postawił mu Prof. Kowalski – Co dalej Danielu, co dalej? Jakich  można spodziewać się odkryć, jakiej nowej planety w świecie sztuki i jakiej nowej planety w świecie nauki, a jakiej w świecie miłości?

Warto spoglądać na twórczość D. Zarewicza w dłuższej perspektywie , żeby zobaczy,  kiedy ukażą się one  w formie nowych obrazów i symboli.  Gdy wszystko stanie się przedmiotem wielkiej  transcendentalnej syntezy. W chwili, gdy z widzialnych i niewidzialnych części powstanie nowa estetyczna i etyczna,  mistyczna i kabalistyczna Całość.

INSTAGRAMFacebook
@